Nasza wścibska sąsiadka odholowała nasze samochody z naszego podjazdu – zapłaciła w zamian wysoką cenę

Później tej nocy, gdy zapaliły się latarnie uliczne, a okolica zapadła w sen, zadzwoniłem. Szybko, zwięźle i od razu do rzeczy.

„Mamy problem” – powiedziałem. „Ingerencja cywilna. Manipulacja mieniem. Może warto wysłać kogoś rano”.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza, po której usłyszeliśmy cichą, spokojną odpowiedź: „Zrozumiano”.

Trzask.

Jack spojrzał na mnie z drugiego końca salonu. „Wysyłają kogoś?”

Skinąłem głową. „Tak. Wcześnie.”

Jack wyciągnął ręce nad głowę i uśmiechnął się szeroko. „Dobrze. Chcę, żeby była całkowicie rozbudzona, kiedy to się stanie”.

Słońce jeszcze nie wzeszło, kiedy wyszliśmy na zewnątrz następnego ranka. Nagle, jak na zawołanie, czarny   SUV  skręcił zza rogu i powoli zatrzymał się przed domem Lindsey.

Drzwi kierowcy się otworzyły i wysiadł mężczyzna. Miał na sobie czarny garnitur, elegancką białą koszulę i lśniące buty, które ledwo wydawały dźwięk, gdy przechodził przez ulicę. Nawet w porannym świetle miał na nosie ciemne okulary przeciwsłoneczne.

Zatrzymał się obok mnie i lekko skinął głową. Odwzajemniłem skinienie.

Razem przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy na ganek Lindsey. Zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi.

Po kilku sekundach drzwi zaskrzypiały i otworzyły się.

Lindsey stała tam w puszystym różowym szlafroku, z blond włosami spuszczonymi na głowę i białym kubkiem w obu dłoniach, na którym widniał napis: Żyj, Śmiej się, Kochaj.

Zamrugała mocno, patrząc na nas. „Hm… halo?”

Agent się nie uśmiechnął. Sięgnął do kieszeni kurtki, wyciągnął cienki skórzany portfel i otworzył go, pokazując odznakę i dowód tożsamości.

„Proszę pani” – powiedział spokojnie – „w związku z pani działaniami wczoraj rano, jest pani objęta śledztwem w sprawie utrudniania aktywnej tajnej operacji federalnej”.

Twarz Lindsey zbladła. Otworzyła usta, ale nic z nich nie wydobyło się.

„Ja… ja nie rozumiem” – powiedziała w końcu. „Jaka operacja?”

„Zainicjowałeś holowanie dwóch oznakowanych   pojazdów rządowych ” – kontynuował agent, wciąż spokojnym i oficjalnym tonem. „Przy okazji przeszkodziłeś i naraziłeś na szwank dwóch funkcjonariuszy federalnych”.

„Nie wiedziałam!” wyjąkała. „To znaczy… myślałam… po prostu starałam się przestrzegać zasad wspólnoty mieszkaniowej!”

„Nie zweryfikowałeś pojazdów przed rozpoczęciem ich usuwania” – odpowiedział bez mrugnięcia okiem. „W rezultacie opóźniłeś i zakłóciłeś trwające śledztwo federalne. Koszty i straty spowodowane twoimi działaniami wynoszą łącznie dwadzieścia pięć tysięcy dolarów”.

Otworzyła usta ze zdumienia. Kubek wypadł jej z rąk i z głośnym hukiem uderzył o werandę, rozbijając się na kawałki.

Jack zrobił krok naprzód, trzymając ręce w kieszeniach bluzy. „Może następnym razem” – powiedział sucho – „nie zachowuj się jak szeryf przedmieść”.

Spojrzała na rozbity kubek, jakby to mogło wyjaśnić, dlaczego wszystko poszło tak źle.

Agent lekko skinął głową. „Nasze biuro skontaktuje się z panem w celu podjęcia dalszych działań. Do tego czasu nie wolno panu opuszczać terenu zdarzenia. Proszę nie kontaktować się z nikim zaangażowanym w sprawę. Proszę nie niszczyć żadnych dokumentów ani zapisów”.

Skinęła głową, ledwo słysząc. Jej usta wciąż były otwarte.

Ciąg dalszy na następnej stronie: