Znalazłem dziwne czarne ziarna pod materacem – to, co uważałem za jaja owadów, okazało się czymś pięknym

Rozmowa, która wszystko wyjaśniła
Wtedy mnie olśniło. Kilka tygodni wcześniej moja babcia spędziła u mnie weekend. Zawsze była cicha i duchowa — to typ kobiety, która zostawia złożone modlitwy w szufladach i mamrocze błogosławieństwa, gdy podlewa rośliny.
Tego wieczoru do niej zadzwoniłam.
„Babciu” — powiedziałam, na wpół rozbawiona, na wpół ciekawa. „Włożyłaś coś pod mój materac?”
Zapadła cisza — a potem jej cichy, znajomy chichot.
„Ach, już to znalazłaś? Tak, kochanie. To kalonji. Ostatnio brzmisz niespokojnie. Pomyślałam, że odrobina ochrony pomoże ci spać spokojniej”. Ciche błogosławieństwo
Jej słowa roztopiły każdy ślad strachu, który miałam wcześniej. To, co wzięłam za problem ze szkodnikami, było w rzeczywistości babciną miłością schowaną cicho pod moim łóżkiem.